Lewico masz dług do spłacenia

Niedługo miną 4 lata od wybuchu afery reprywatyzacyjnej i 30 lat od kiedy niecny proceder zwany reprywatyzacją w Polsce trwa.

Przez ten czas w samej Warszawie ponad 4 000 nieruchomości komunalnych zostało przekazanych w prywatne ręce. Na jakiej podstawie, to jest wielką zagadką do dziś. Wszyscy wiemy jak było –
była wojna, a jedną z jej konsekwencji było zniszczenie stolicy. Wiele budynków zamieniło się w kupy gruzu, zaminowanych, wymagających ekshumacji, za to z zadłużonymi hipotekami.

Hipoteki po dziś dzień nie zostało spłacone, a nieruchomości są rozdawane. Wszystkie organy kontrolne naszego państwa uznały reprywatyzację za sprzeczną z polskim prawodawstwem, w tym z Konstytucją.

Reprywatyzacja wygenerowała masę problemów, zamiast je rozwiązywać, a opiera się na uznaniowości urzędników i sędziów.
Żaden przepis nie reguluje tego, jak nieruchomości są przekazywane. Co więcej nie są przekazywane właścicielom – oni już nie żyją, więc jakie krzywdy mają rekompensować? Czemu oddajemy majątek publiczny, nie upominając się o spłatę hipotek, które w dużej mierze były zadłużone w publicznych instytucjach? Gdzie jest „święte prawo własności”, gdzie rękojmia ksiąg wieczystych, gdzie choć pół przepisu legalizującego wypływ nieruchomości?

Nieruchomości dekretowe są dziś „łupem” – jak się uda, to bierzemy ile wlezie. Podsumowując koszty – tracimy wszyscy, zyskują jednostki, posługując się wątpliwym tytułem do majątku publicznego. Jedynym rozwiązaniem po tylu latach trwania procederu jest ustawa reprywatyzacyjna i zmiana przepisów, jednoznacznie ukrócająca wyrywanie kawałek po kawałku własności publicznej.

Takich prób było już 23 – tyle ustaw reprywatyzacyjnych krążyło po parlamencie od 1990 r. I co gorsze – jedną ustawę udało się uchwalić, tyle że w 2000 r. zawetował ją Aleksander Kwasniewski.

Gdyby nie gest prezydenta związanego z ugrupowaniem z lewicą w nazwie, to prawdopodobnie: proceder na taką skalę by się nie rozrósł, nie byłoby dramatu tysięcy lokatorów komunalnych i zagrożenia dla ich o wiele większej liczby, nie byłoby krwawej tragedii Jolanty Brzeskiej.

Idąc dalej – pierwszy rząd Marka Belki, uznawany za „autorski rząd prezydenta Kwaśniewskiego”. Jeden z jego członków, minister zdrowia Wojciech R., razem z żoną Aliną D. i synem Jakubem R. przebywał już nawet w areszcie we Wrocławiu. Inny z nich, Marek Sadowski, tak zmienił ustawę o KRS, że reaktywowanie przedwojennych spółek przez każdego stało się możliwe. Ministra spraw wewnętrznych tego rządu Ryszarda Kalisza jeden z
dzienników nazwał „zamieszanym” w aferę reprywatyzacyjną i sprawdzanym w tym kontekście przez CBA, za czasy szefowania Kancelarii Prezydenta RP. Premier tego rządu Marek Belka był
wieloletnim szefem Ministerstwa Finansów i Narodowego
Banku Polskiego, z których depozytów ginęły akcje przedwojennych polskich spółek, które potem służyły do ich reaktywacji i wyłudzania majątku publicznego, m.in. w słynnym już przypadku
spółki Giesche.

Tak więc LEWICO – kwestia uregulowania reprywatyzacji to nie tylko bieżące zapotrzebowanie społeczne i kwestia waszej agendy. To również ogromny dług, który zaciągnęliście u społeczeństwa.
Oby ta 24 próba ustawowej regulacji byłaby skuteczna – i ostateczna.

Piotr Gozdowski