Mafia i policja – jedna koalicja

Pod tym hasłem manifestowaliśmy w piątek przed Pałacem Mostowskich. Zmusiły nas do tego doświadczenia podczas włamań do mieszkań i nielegalnych eksmisji z udziałem policji, która de facto uczestniczy w przestępstwach.

Kilka niedawnych zdarzeń:

*Kobieta z dziećmi jest w domu, ale upiera się, że nie wpuści nowej właścicielki i towarzyszących jej mężczyzn. Ma do tego prawo. Wzywa policję, która przyjeżdża, gdy ślusarz już demoluje zamek w drzwiach. Jakub Żaczek, też wezwany przez lokatorkę, próbuje negocjować, ale policjanci nie chcą rozmawiać. Na widok kamery uciekają, a zaraz za nimi zmyka ekipa włamywaczy. Jakub pisze skargę do komendanta policji i dowiaduje się… że wszystko było w porządku. Policjanci rzekomo poinformowali obie strony, że tego typu konflikty rozstrzyga sąd. Nie było żadnych pouczeń. Kiedy Kuba przyjechał, policjanci przyglądali się robocie ślusarza i widać było, że nie zamierzają mu przeszkadzać.

*Awantura o Basię. Trzech facetów próbowało się wedrzeć do jej mieszkania. Wezwali na pomoc policję i nie zawiedli się. Umundurowana policjantka darła się na Basię (lat 78), że właściciel zawsze może przyjść do swojego domu. „Właściciel” machał aktem notarialnym, że kupił mieszkanie 33, a Basia tłumaczyła, że to jest numer 22 i nie wpuści. Gdyby nie pomoc adwokatki, która dojechała szczęśliwie i wyjaśniła, że za takie najście grozi kara z art. 191 kodeksu karnego, policjanci jak nic pomogliby „właścicielom” dostać się do mieszkania Basi.

*Mińska. Pani Grażyna. Nie wpuszczono jej, kiedy po całej nocy pracy chciała wrócić do domu. Od 20 lat leczy się na powypadkową epilepsję. Wezwana policja tłumaczyła jej, że nie może wejść do domu, bo jest zagrożenie katastrofą budowlaną. Zostawili ją na ulicy, bez żadnej pomocy. Bez odzieży na zmianę, bez pieniędzy, bez dokumentów i leków. A kiedy wieczorem wzywaliśmy znowu policję, straszono nas mandatami za bezzasadne alarmy. Nawet posła na Sejm, który przyjechał, żeby nas wspierać.

*Francuska 45. Pan Darek nie wpuszczony do mieszkania koczował przed drzwiami do swojego mieszkania. Kilka interwencji policji skończyło się niczym. Podczas ostatniej, wezwano pogotowie. Tydzień później młody człowiek zmarł w szpitalu z głodu i wyziębienia.

*Lutosławskiego 9. Od 2013 roku, kiedy zapadła decyzja o zwrocie kamienicy Izabelli Wierzbickiej, nie ma tygodnia bez interwencji policji. A mimo to doszło do dwóch bezprawnych eksmisji, z których jedna zakończyła się śmiercią z wychłodzenia. Chory człowiek, odcięty od leków, zamarzł w pustostanie. I nie ma żadnych konsekwencji! Jest przyzwolenie policji na pobicia i grabieże. Jak to rozumieć?

Dlatego podczas manifestacji przypomniałam historię Joli Brzeskiej, patronki naszego stowarzyszenia. Jej konflikt z Markiem M. zaczął się od próby wejścia do domu grupy bandziorów, którzy piłowali zamki i sztaby antywłamaniowe. Dwie ekipy policyjne usiłowały przekonać Brzeskich, że właściciel zawsze może wejść do swojego domu i przyprowadzić kolegów. Jak to się skończyło? Kilka miesięcy później Kazimierz Brzeski zmarł. Nie umiał pogodzić się z takim bezprawiem. Jolę zamordowano niecałe 4 lata później. Takie mogą być skutki policyjnych interwencji, podczas których różni panowie M. i panie W. są utwierdzani w przekonaniu, że właściciel wszystko może.

Bierną postawę policji, lub gorzej – przyzwalającą na przemoc, należy traktować jako współudział w przestępstwie. Podczas piątkowej manifestacji znowu była nas tylko garstka, a policji było więcej niż manifestantów. Jak bylibyśmy grupą kibiców, uzbrojonych w maczety i kastety. A nam chodzi tylko o respektowanie prawa i tego artykułu:

Art. 191

§ 1. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 2. Jeżeli sprawca działa w sposób określony w § 1 w celu wymuszenia zwrotu wierzytelności, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.