Mafia z Ratusza

Komisja zabiera kamienice jednej mafii i oddaje mafii z Ratusza. Na pierwszej rozprawie sądowej o odszkodowanie za podwyższone czynsze widać wyraźnie, że to jeden wspólny biznes obliczony na okradanie mieszkańców.

Pani Teresa, mieszkanka Marszałkowskiej 43, nie występowała o zadośćuczynienie, do którego miała prawo. W końcu przez 3 lata żyła w nieustającym lęku o dach nad głową. Na jej oczach sąsiedzi byli eksmitowani, bo nie mogli sprostać oczekiwaniom kolejnych właścicielek, podwyższających czynsze do granic niemożliwych do płacenia przez lokatorów z najmu komunalnego. W jej przypadku czynsz wzrósł ponad 100 proc. do kwoty 1100 zł, a ona utrzymuje się z emerytury trochę powyżej 1200 zł. Płaciła, bo pomagały jej córki, świadome, że matka może wylądować na ulicy, jeśli przestanie płacić czynsz.

Kiedy Komisja Weryfikacyjna cofnęła decyzję Ratusza o zwrocie kamienicy prywatnym osobom, pani Teresa złożyła wniosek o odszkodowanie w wysokości nadpłaconych czynszów. Nawet bez ustawowych odsetek, które powinny się należeć, jak psu micha. Goła kwota, potwierdzona dowodami wpłat. Złożyła wniosek, nie pozew. W Aleje Ujazdowskie, a nie do sądu na Marszałkowskiej! Komisja wydała decyzję, że pani Teresie należy się odszkodowanie i wysłała jej wniosek do Ratusza, gdzie na specjalnym koncie miały być zabezpieczone pieniądze na wypłatę odszkodowań dla lokatorów, którzy padli ofiarą polityki miasta. Ja uważam, że tych pieniędzy nie ma. Że dawno je przeżarli. Bo jak inaczej wytłumaczyć bezczelną walkę, jaką Ratusz prowadzi z panią Teresą i jej rodziną na sali sądowej?

Nie rozumiem dlaczego sąd proceduje sprawę, w której Ratusz sam się pozywa. To radcy prawni Ratusza złożyli pozew do sądu w imieniu pani Teresy, nie pytając jej nawet o zdanie. Kto złożył na pozwie podpis? Dlaczego sąd w ogóle przyjął taki pozew? W dodatku nie opłacono kosztów procesowych, które przerzucono na „powódkę”. Tu interweniowała Komisja, wnosząc o zwolnienie z kosztów i wyznaczenie pełnomocnika z urzędu. Proces jednak rozpoczął się w grudniu. Mamy sierpień! Następną rozprawę zaplanowano na 7 stycznia! I końca wcale nie widać.

Na ostatniej rozprawie na wniosek pełnomocników Ratusza sąd wyłączył adwokata Komisji, uznając, że przewodniczący i jego zastępca mają w procesie cywilnym status prokuratorów i mogą w nim uczestniczyć osobiście, ale żaden adwokat ani radca prawny nie może zastępować w procesie prokuratora. Był jeszcze wniosek o wyłączenie przedstawicielki Departamentu Administracyjnego, obsługującego Komisję, ale ten wniosek już nie przeszedł. Z innych proceduralnych nowości trzeba odnotować przystąpienie do rozprawy po stronie Ratusza Katarzyny Smolagi, która chwilowo była właścicielką kamienicy przy ul. Marszałkowskiej 43. Występuje teraz w sprawie jako interwenient uboczny, gdyż ma interes prawny. Dowodziła przed sądem, że w razie przegranej Miasta, ona zostanie pociągnięta do odpowiedzialności za wierzytelność, o którą wystąpiła pani Teresa, a jej sytuacja materialna jest tragiczna. Na tyle tragiczna, że do ostatniej chwili zwlekała z opłaceniem swojej interwencji i aż dwa miesiące zajęło jej zbieranie funduszy na opłatę sądową, którą wniosła dosłownie w ostatniej chwili. Podczas rozprawy domagała się adwokata z urzędu, bo ona rzekomo nie zna się na prawie, a jest za uboga na płatną pomoc. Narzeczony mógłby być jej pełnomocnikiem, ale co za pech! Właśnie odebrano mu uprawnienia adwokackie.

Mniejsza z nią. Trzecia z rzędu rozprawa trwała ponad dwie godziny i polegała na przesłuchiwaniu świadka, czyli pani Marty, córki powódki. To były chyba najgorsze dwie godziny w jej życiu. Pełnomocnicy Ratusza dwoili się i troili, żeby ją zgnoić, udowodnić, że jest złą córką, wpędzić w poczucie winy. „A jak Pani się dokładała do czynszu? Przelewem bankowym? Z ręki do ręki?” „A ile pani mama wydaje miesięcznie na lekarstwa? A pani lekarstwa ile kosztują? A jakie lekarstwa bierze pani mama? Nie wie pani jakie lekarstwa bierze pani mama?” „Ale ile panie wydajecie na jedzenie? Jecie wspólnie posiłki, czy każda sobie gotuje?” „A ma pani świadomość, że odpowiada solidarnie razem z mamą za wszystkie opłaty? Co pani wie o opłatach za wodę? Jakim systemem rozliczane było zużycie?” „A ile was kosztują miesięcznie środki higieny…” I tak w kółko. Sędzia patrzyła na panią Martę, która cała się trzęsła i podobno (ja siedziałam z tyłu, więc nie widziałam) parę razy się popłakała.

Zarośnięty, niechlujny reprezentant Ratusza na koniec zażądał, żeby sąd zobowiązał świadka do przedstawienia swoich rozliczeń rocznych albo lepiej, żeby sąd zwrócił się do Urzędu Skarbowego o udostępnienie jej PIT-ów za lata 2015 – 2017, czyli wtedy, gdy kamienicę przejęła Katarzyna Smolaga. Natychmiast zareagował obrońca pani Teresy, wyrażając ostry sprzeciw. Interwenientka, niepytana, wstała i ogłosiła, że popiera wniosek, ale musiała doprecyzować czy chodzi jej o wniosek pełnomocnika Ratusza, czy pełnomocnika pani Teresy. Oczywiście była za tym, żeby prześwietlić dochody świadka. Jakby to była sprawa o alimenty na rzecz starej, niedołężnej matki!

Nie zauważyli gnojki, że pani Teresa jest całkiem „dołężna”, doskonale sobie radziła, nim do jej życia wdarły się jakieś francuskie spadkobierczynie, a potem interwenientka uboczna. Niby biegli w prawie, a nie ma pojęcia o tym, że natura tak nas wyposażyła, że to rodzice poczuwają się do dawania, a sytuacje, gdy są skazani na pomoc dzieci to dla nich ogromny dyskomfort. Sędzia wniosek odrzuciła, spokojnie wyjaśniając, że pani Marta nie jest uczestnikiem tego postępowania, występuje w nim wyłącznie jako świadek i sąd nie ma takich uprawnień, by sprawdzać dochody świadków. Ufff! Następna rozprawa wyznaczona została na 7 stycznia! Zanosi się na jeszcze co najmniej rok procesów, bo bez względu na wynik starcia w sądzie rejonowym, z pewnością będzie apelacja.

Moje uwagi:

*Niepojęta jest dla mnie ta rozprawa i nie wiem o co w niej chodzi. Sąd miał sprawdzić, czy pani Teresie należy się odszkodowanie za nadpłaty, które były wynikiem błędnej decyzji Ratusza, bo przekazał kamienicę w niewłaściwe, pazerne łapy. Nie ma żadnego znaczenia czy panią Teresę stać było na płacenie podwyższonego czynszu. Można byłoby rozliczać ją skrupulatnie, gdyby pieniądze na haracz dla pani Smolagi zdobywała na drodze przestępstwa. Ale wówczas rozprawa toczyłaby się w innym wydziale sądu.

*Przedstawiciele Ratusza nie mają żadnego racjonalnego powodu, by uwłaczać godności pani Teresy i jej najbliższych. W rozmowie z prawnikami stojącymi po stronie pani Teresy usłyszałam, że chodzi o wykazanie, iż powódka nie poniosła uszczerbku. Ale co ma do rzeczy uszczerbek? Podwyżka czynszu o 600 zł przy emeryturze 1200 musi być uszczerbkiem, ale nawet gdyby pani Teresa zarabiała 10 tys. miesięcznie, to też byłby uszczerbek. Nie on stanowi przedmiot sporu, tylko zasadność podwyżki.

*Pani Smolaga nie ma żadnego interesu w tej sprawie, bo nigdy nie była stroną umowy najmu, jaką pani Teresa podpisała z gminą Warszawa Śródmieście, a za to, że podniosła bezprawnie czynsz i powyganiała ludzi z mieszkań, które zajmowali od czasów Stalina. Powinna za swoje czyny odpowiadać karnie i zwrócić wszystko, co sobie bezprawnie przywłaszczyła. Z odsetkami. Jej rozliczenia z miastem są jej prywatną sprawą i wara od pani Teresy, która nie ma z tym nic wspólnego.

*Niedawno odbywała się rozprawa (za zamkniętymi drzwiami!) o odszkodowanie 10,5 mln dla słynnej Marzeny K. (niedoszłej szwagierki pani Smolagi) za rzekomo utracone zyski. Ciekawe czy broniąc interesu miasta zadawano jej pytania o wydatki na środki higieny i żądano rozliczenia podatków od urzędu skarbowego?

* Cieszy bardzo postawa pani Teresy, która ze stoickim spokojem i godnością znosi chamstwo przedstawicieli miasta. I nie poddaje się. Jej rozprawa jest pierwsza i będzie wyznacznikiem linii orzeczniczej w następnych procesach o odszkodowania i zadośćuczynienia. Do sądów już trafiły setki pozwów, złożonych przez warszawski Ratusz. Będą tysiące.

%d bloggers like this: