Metoda na wnuczka, metoda na obligacje

To jest zbiórka pieniędzy wśród rodziny i przyjaciół” – tak ideę emisji obligacji wyjaśniał Jacek Kucharski, prezes i współwłaściciel spółki August Capital, specjalizującej się w skupowaniu dekretowych kamienic, opróżnianiu ich ze zbędnych mieszkańców i zamienianiu w luksusowe apartamenty na sprzedaż.

August Capital rozpoczynał działalność trzy lata temu z kapitałem 5 tysięcy złotych. 2 500 wyłożył Jacek Kucharski, a drugie 2 500 jego siostra, Weronika Kucharska, dzisiaj właściciele firmy obracającej majątkiem wartym miliony. Przez te trzy lata działalności rodzeństwo nabyło kompleks budynków we Wrocławiu, a w Warszawie nieruchomości przy ul. Skaryszewskiej, Inżynierskiej, Brzeskiej i miało też w planie zakup kamienicy na Łochowskiej. Podpisano nawet umowę przedwstępną, ale wycofano się z niej, gdy wyszło na jaw, że kupują kamienicę od ducha, który w momencie zawierania umowy miałby 135 lat, gdyby pół wieku temu nie umarł.

Podczas rozprawy przed Komisją badającą nieprawidłowości przy warszawskiej reprywatyzacji poseł Robert Kropiwnicki dopytywał z niedowierzaniem, jak to jest możliwe, że przy takim kapitale można w krótkim czasie stać się właścicielem tylu nieruchomości. Mechanizm jest prosty. Spółka wypuszcza obligacje, a ludzie, którzy w nie zainwestują otrzymują w zamian udziały w przejmowanej nieruchomości – tłumaczył pan prezes. O tym samym mechanizmie pozyskiwania środków na zakup, a następnie na tzw. rewitalizację kamienic mówił wcześniej przed tą samą Komisją Radosław Martyniak, prezes spółki Fenix Group. To prawdziwy potentat w branży rewitalizacyjnej. W samej Warszawie Fenix przejął kilkanaście, a może i kilkadziesiąt kamienic, które najpierw doprowadzał do stanu zagrożenia katastrofą budowlaną, żeby ludzie jak szczury pouciekali z tonącego okrętu, by potem odpicować je i sprzedać jako apartamenty „z duszą i majestatem przedwojennego rzemiosła”.

Kup pan cegłę

Na kupno obligacji upoważniających do udziałów w Skaryszewskiej 11 firma August Capital znalazła 41 chętnych. Niektórzy wpłacali po 10 – 20 tys. zł, ale pięć osób wpłaciło po 100 tys., a jedna z pań zainwestowała nawet 300 tys. Jak twierdzi prezes Kucharski za nieruchomość jego firma zapłaciła 4 miliony panu Tomaszowi Piotrowi Szulcowi, który miał prawa do jednej czwartej nieruchomości, dzięki jednak trzem kuratorom sześciu nieboszczyków wszedł w posiadanie całości. Na „rewitalizację” wydano już milion. A teraz wszystko wskazuje na to, że Komisja Patryka Jakiego zwróci kamienicę miastu ze względu na całe pasmo nieprawidłowości, do jakich dopuszczono się, wydając decyzję o zwrocie kamienicy. Jacek Kucharski zapowiada, że będzie walczył o zainwestowane pieniądze. Ale nawet jeśli pan Szulc będzie musiał zwrócić pieniądze, to raczej Komisji, a nie firmie August Capital.

Kiedy zapadła decyzja w sprawie kamienicy Waltzów na Noakowskiego, którą kupiła od „spadkobierców” firma Fenix Group, zobowiązano beneficjentów decyzji reprywatyzacyjnej do zwrotu wszystkich pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży odziedziczonego po szmalcownikach majątku. Ponad 15 mln zł, czyli tyle, ile Fenix zapłacił za nieruchomość. To jest początek kapitału, jaki Komisja zbiera na odszkodowania dla lokatorów pokrzywdzonych złodziejską reprywatyzacją. Samą nieruchomość pozostawiono jednak spółce, z uwagi na „nieodwracalne skutki prawne”. Do części mieszkań wprowadzili się bowiem nowi lokatorzy, którzy zapłacili (niekoniecznie w dobrej wierze) za możliwość zamieszkania w „historycznych wnętrzach”. Niezagospodarowane jeszcze, puste lokale, też mają już właścicieli, którzy wykupili obligacje. Kamienicę kupioną za 15 mln zł Fenix wycenił na 80 mln i na taką kwotę urządził kwestę.

Podobnie było na Poznańskiej. Fenix kupił od Roberta N. i Janusza P. (obaj przebywają w areszcie we Wrocławiu) ogromną kamienicę z trzema wewnętrznymi podwórkami za 12 mln, po czym wpisano do hipoteki wartość – 82 mln. Natychmiast nowi właściciele zaciągnęli w banku kredyt – 22 mln, a za 60 mln wypuścili obligacje we Francji i Szwajcarii, czyli zadłużyli nieruchomość po kominy albo i wyżej. Tymczasem kamienica decyzją Komisji Patryka Jakiego wróciła do miasta, a nabywcy obligacji zostali z papierkami. Fenix szantażuje teraz Komisję, że Skarb Państwa będzie musiał spłacać miliony euro nabywcom udziałów w nieruchomości, która niespodziewanie zmieniła właściciela.

Emerytka z obligacjami

Inny potentat na rynku rewitalizacji dekretowych kamienic, notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych spółka akcyjna 2C Partners, która skupuje zreprywatyzowane kamienice, „rewitalizuje” je i zarabia na sprzedaży apartamentów, chyba popadła ostatnio w tarapaty finansowe. Wprawdzie po krótkotrwałej zapaści ich notowania na giełdzie idą w górę, ale niektórzy udziałowcy (dokładnie 14 osób) stracili nadzieje na obiecane przy zakupie obligacji nieruchomości i postanowili odzyskać zainwestowane pieniądze. To jednak okazało się niewykonalne normalną drogą, bo inwestor groszem nie śmierdzi. Do akcji wszedł więc adwokat, którego ojciec też padł ofiarą metody „na obligacje” i podjął się reprezentacji wszystkich wierzycieli. I wierzyciele reprezentowani przez adwokata, i dłużnik skorzystali z art. 777 kodeksu postępowania cywilnego: zawarli ugodę, która przybrała formę aktu notarialnego, umożliwiającego nadanie klauzuli wykonalności bez wyroku sądowego. Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, właściwy dla siedziby spółki 2C Partners, zajął się ugodą i nakazał ściągnąć długi od… dłużników giełdowej spółki. I tak 31 stycznia Barbara Jankowska omal nie padła na zawał serca, kiedy na poczcie odebrała opasłą przesyłkę od pani komornik, Małgorzaty Groszek-Kuszyk, która poinformowała ją, że w terminie 7 dni emerytka (lat 76) ma zaspokoić roszczenia wierzycieli spółki 2C Partners w wysokości, bagatela, na oko licząc ponad 3 miliony PLN!

W życiu emerytowanej pani inżynier spółka 2C Partners pojawiła się w 2009 r. w charakterze pełnomocników spadkobiercy kamienicy przy ul. Wilczej 14A, gdzie Barbara Jankowska mieszka od 1960 r.

Kamienicę odzyskał pan Wieszczycki – wyjaśnia swoją skomplikowaną sytuację materialną i prawną. – Nigdy go nie widziałam i nie wiem czy on w ogóle istnieje. W sądzie nie mógł się zdecydować czy ma na imię Stanisław, czy Stefan. I w tym samym liście, w którym poinformował, że jest właścicielem mojego mieszkania, przysłał mi podwyżkę czynszu z 810 zł na 3 400.

Emerytowana inżynier geolog nie zamierzała płacić za mieszkanie więcej, niż wynosi jej emerytura i zaskarżyła podwyżkę do sądu. Był rok 2009. Sąd nakazał jej uzupełnić braki w piśmie procesowym, bo nie podała adresu pozwanego. A nie podała, bo go nie znała, nigdy nie widziała ani jego, ani aktu własności, który by uwiarygodnił tego pana. Miała tydzień na ustalenie miejsca zamieszkania tajemniczego spadkobiercy, a ustalenie tego poprzez centralny rejestr adresów w MSWiA trwało miesiąc. Jej pozew został odrzucony. W międzyczasie jednak mieszkanie zmieniło właściciela. Spadkobierca zdecydował się sprzedać je, a także wszystkie inne „odzyskane” lokale na Wilczej 14A, spółce 2C Partners. Zaskarżyła więc spółkę.

Proces trwał 7 lat. W międzyczasie spółka wytoczyła jej proces o zapłatę (ponad 33 tys. zł z tytułu zaległości czynszowych, bo płaciła tyle, na ile podpisała umowę z miastem st. Warszawa) i o eksmisję z powodu zadłużenia, tych 33 tysięcy. Oba procesy zainicjowane przez 2C Partners były wielokrotnie odraczane, bo sprawa o niezasadną podwyżkę czynszu wciąż wędrowała od sądu rejonowego do apelacyjnego i z powrotem, a od niej zależało ustalenie, czy Barbara Jankowska jest coś winna kolejnym właścicielom kamienicy. W marcu 2017 r. Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi ostatecznie orzekł: Spółka 2C Partners występując z podwyżką wobec najemcy, Barbary Jankowskiej, nie była stroną umocowaną do zmian stawek czynszu, bowiem chciała czerpać zyski zanim podpisała akt notarialny przeniesienia własności. Basia triumfowała!

Na 7 grudnia 2017 r. sąd śródmiejski wyznaczył termin odroczonej rozprawy o eksmisję. Basia odchodziła od zmysłów. Zaciągnęła w banku kredyt na adwokata.

Basiu! Nie denerwuj się. To jest sprawa o pietruszkę – tłumaczyli jej znajomi z organizacji lokatorskich. – Żeby kogoś eksmitować, muszą być podstawy: musiałabyś urządzać balangi do rana i nie dawać spać sąsiadom, dewastować mieszkanie, nie płacić za nic. A ty żyjesz sobie spokojnie, płacisz czynsz w takiej kwocie, jaką sąd uznał za prawidłową, pozostałe opłaty też wnosisz. Nie masz czym się przejmować.

Ale Basia się przejmowała. Po nocach studiowała kodeksy, cywilny i postępowania cywilnego, wchodziła na portal e-prawnik, czytała do znudzenia Konstytucję. Cztery dni przed wyznaczonym terminem rozprawy odetchnęła z ulgą. Sąd zawiadomił ją, że umarza sprawę, bo spółka 2C Partners wycofała pozew.

No i co z tego, że wycofała! – Basia krzyczała mi do telefonu. – Ty widzisz jakie ja mam życie? Żeby człowiek w moim wieku przeżywał takie stresy!?

Nowy, 2018 rok powitał Basię wezwaniem z sądu na rozprawę o zapłatę na rzecz spółki 2C Partners. Odroczona sprawa o 33 tys., które spółka żądała od niej natychmiast po przejęciu kamienicy. Znowu sprawa o pietruszkę, ale nerwy dokładnie takie same. „Nie dam sobie rady bez adwokata” – użalała się znajomym z ruchów lokatorskich. I znowu w ruch poszły kodeksy i portale prawnicze w internecie, znowu nieprzespane noce i wielogodzinne konsultacje telefoniczne. Rozprawę wyznaczono na 20 lutego.

Trzeciorzędny dłużnik

Idąc w środę, 31 stycznia, na pocztę, by odebrać polecony, była pewna, że sąd zawiadamia ją o umorzeniu kolejnej sprawy. Mimo całej histerii wiedziała, że proces został wznowiony z powodów wyłącznie proceduralnych. Zaczął się w 2010 r. i musi zostać zakończony. A tu koperta formatu A4 od pani komornik i 14 wierzycieli, żądających astronomicznych długów.

I po cholerę ja przeżyłam? Nie chcę takiego życia! – Basia krzyczała mi do telefonu w nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy już piątą dobę miała świadomość, że na jej barki spółka 2C Partners przerzuciła spłatę swoich długów. – Powinnam umrzeć razem z moją siostrzyczką podczas transportu do obozu w Pruszkowie. Ona zmarła z głodu i wychłodzenia, ja przeżyłam, a dzisiaj tego żałuję. Całe życie tylko poniewierka. Wszyscy mną pomiatali…

Nie wiadomo co odpowiedzieć na tak straszne poczucie krzywdy. Barbara Jankowska jest sierotą wojenną. Mama i tata to pokolenie Kolumbów. Oboje walczyli i zginęli w Powstaniu Warszawskim. Tata miał 29 lat, mama ledwie 23. A Basia mając tylko 2 latka musiała sama o siebie zadbać. Niewiele pamięta z dzieciństwa. Obozy przejściowe dla dzieci to czarna plama, potem mieszkała w wielu sierocińcach, między innymi w Konstancinie, w Domu Dzieci Koreańskich w Otwocku, skąd dojeżdżała pociągiem do szkoły w Warszawie. Studia skończyła w Krakowie, potem wróciła do swojego rodzinnego miasta, Warszawy.

Komornik Małgorzata Groszek-Kuszyk przyjmuje interesantów dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki. Basia w poniedziałek rano, na wszelki wypadek, opróżniła swoje konto bankowe ze wszystkich wolnych środków, a po południu udała się na Ursynów. Uzbrojona w czternaście zajęć komorniczych karnie czekała na swoją kolejkę w pierwszym możliwym terminie, żeby dowiedzieć się skąd spadli na jej barki ci wszyscy wierzyciele i jakie konsekwencje jej grożą z tytułu tej egzekucji.

Ależ pani nic nie grozi! – zdziwiła się pani komornik. – Ja nie mam takich uprawnień, żeby zajmować pani konto bankowe czy emeryturę. Pani jest tylko trzeciodłużnikiem! Moja prośba do pani ogranicza się do podania mi w terminie tygodnia wysokości zobowiązań, jakie ma pani wobec spółki 2C Partners i oświadczenia, że należny spółce czynsz będzie pani wpłacała na konto wierzycieli, a nie spółki. Pani jest z Grochowskiej?

O Grochowskiej Basia nie słyszała, ale wie, że 2C Partners przejęło także kamienice na Tykocińskiej, Stalowej, Strzeleckiej, Żółkiewskiego, jakieś domy w Gdańsku i Sopocie. Poczuła się pewniej, wiedząc, że los tym razem nie pozostawił jej samej, jak wtedy, po Powstaniu. Że ci z Grochowskiej to bratnie dusze, pomogą jej płacić.

Ty słyszałaś? Trzeciorzędny dłużnik! – zadziwiła się, gdy wychodziłyśmy z kancelarii komorniczej. – Cofnęli mnie do trzeciorzędu! Bo nie wiem czy ty wiesz, ale my teraz żyjemy w czwartorzędzie, a trzeciorzęd, chociaż kwestionowany przez wielu naukowców, to starszy okres ery kenozoicznej, w którym dopiero kształtowały się ssaki…

W Basi odezwał się duch geologa, którym jest z wykształcenia i z miłości, pielęgnowanej jako jedyne dziedzictwo po tacie, wawelberczyku. A swoją drogą to dobrze, że trafiło na Basię, a nie na jakąś delikatną starszą panią bez żadnych traumatycznych przejść. Bo Basia jest twarda jak te skały, o których uczyła się na studiach i dlatego udaje jej się przeżyć kolejne rozprawy sądowe i roszczenia.

Ten tekst pisałam dla Dziennika Gazety Prawnej, ale mi go nie wydrukowali. To było już po awanturach z pełnomocnikami hrabiego, który przejmował całą podwarszawską miejscowość i przez rok grożono redakcji procesami za sam fakt, że to opisałam. Nie było w tym tekście nic, co nie miałoby potwierdzenia w faktach, nigdzie też nie uraziłam godności hrabiego. Jakoś się rozmyło, ale od tej pory Gazeta Prawna boi się moich tekstów. Ja ich nawet rozumiem. Spotykam się na salach sądowych z pewnym hrabią, obrońcą pewnego księcia, którego na mój widok aż ręce świerzbią. Dwukrotnie już zażądał, by sąd mnie wylegitymował (dziwne, że nie zażądał rewizji osobistej!), a ostatnio żalił się sędziemu, że jestem znana ze zniesławiania ludzi i z procesów o zniesławienie. Nigdy nie miałam żadnego takiego procesu, a na podawanie sądowi fałszywych informacji są odpowiednie paragrafy.

Być może w tym tekście pana Kucharskiego też ośmieszam, jak w tekście „Powrót jaśnie pana”, kpiarsko pisałam o hrabim, ale nie zniesławiam. W każdej chwili można sprawdzić na You Tube, że dokładnie w ten sposób prezes spółki wyjaśniał zasady wypuszczania do obiegu obligacji. Zdecydowałam się upublicznić ten tekst, chociaż on jest niepełny. Życie napisało do niego ciąg dalszy. Otóż miła pani komornik rok temu sprzedała Basię, nawet jej o tym nie informując. Na licytacji komorniczej, bez biegłego sądowego, który powinien sporządzić operat szacunkowy. Basia znowu wpadła w panikę. Właśnie dlatego publikuję dzisiaj ten niedrukowany wcześniej tekst, żeby pokazać gehennę Basi, która jako pierwsza w Warszawie zdecydowała się złożyć do sądu wieczystoksięgowego wniosek o wpisanie jej umowy najmu do hipoteki. Żeby nikt później nie mówił, że kupił na licytacji mieszkanie i nic nie wiedział o Jankowskiej, więc niech się wyprowadza. Czy sąd wpisze umowę Basi do księgi wieczystej, to już jest od niej niezależne. Może, ale nie musi. Ja zachęcam do pójścia w jej ślady póki nie jest za późno, póki jeszcze Was nie przehandlowano.