Świąteczny remanent

Jak zawsze podczas świąt rozdzwoniły się telefony i między wesołymi jajkami, barankami i żółtymi kurczaczkami otrzymałam sporo informacji z interesującego nas obszaru. I tak:

*Dobre wieści przykrywają złe doniesienia z Serockiej. Prokuratura umorzyła dochodzenie z zawiadomienia trzech członków Komisji Weryfikacyjnej, Pawła Lisieckiego, Jana Mosińskiego i Łukasza Kondratko, którzy alarmowali, że z powodu wieloletnich zaniedbań kamienicę pokrywają grzyby i pleśń, a ludzie umierają na choroby płuc. Prokurator nie dopatrzył się żadnego zaniedbania urzędu praskiej dzielnicy i chyba uznał, że dom pleśnieje i pokrywa się grzybami z winy lokatorów, bo za mało wietrzą mieszkania. Już to wcześniej słyszeli od służb sanitarnych. Słówko o historii. Latami utrzymywano, że do kamienicy są roszczenia i dlatego nie można przeprowadzać remontów ani podłączyć centralnego ogrzewania. Co mają wspólnego roszczenia z obowiązkiem utrzymywania substancji mieszkaniowej w należytym porządku przez właściciela, czyli gminę? To kolejna ściema Ratusza. Można spokojnie inwestować w taką nieruchomość, a jeśli na koniec procesu reprywatyzacyjnego okaże się, że kamienicę należy zwrócić, rozlicza się nakłady. Chyba zbyt proste, by dotarło do włodarzy miasta. Po latach czekania na spadkobierców okazało się, że żadnych roszczeń nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Stan budynku jednak dzięki tym ustaleniom mieszkańców wcale nie uległ poprawie. Dom spokojnie popadał w ruinę. Gdyby to był chlew, służby weterynaryjne dawno nakazałyby wyprowadzić zwierzęta i zarządziły gruntowny remont. Człowiek jednak to nie świnia i wszystko zniesie. Zdesperowani mieszkańcy rozpętali prawdziwą burzę, ściągnęli ekspertów, którzy przeprowadzili badania mykologiczne, zawiadomili działaczy lokatorskich, media, posłów na Sejm i narobili wstydu na całą Polskę. Nie wiem czy trzej członkowie Komisji Weryfikacyjnej, którzy składali zawiadomienie do prokuratury zmieścili się w czasie i zaskarżyli postanowienie. Wiem, że mieli taki zamiar. Czy im się udało, czy nie, urząd jednak wziął sobie do serca szum, jaki powstał wokół Serockiej i są efekty! Jest nowa brama, zamontowano domofon, a w mieszkaniach zrobiono pomiary, żeby zaplanować miejsca na kaloryfery. Tak! Następnej zimy ma być ciepło! Na sierpień zaplanowano podłączenie budynku do węzła ciepłowniczego, który od lat znajduje się pół metra od ściany frontowej kamienicy. Koniec z rachunkami za prąd po 2 tysiące miesięcznie za zimowe ogrzewanie elektrycznymi kaloryferkami. Koniec z wszechobecną wilgocią. Teraz jeszcze trzeba odgrzybić cały dom, być może pozbijać tynki, w których zagnieździły się zarodniki śmiercionośnych grzybów. Pracy dużo, ale perspektywy dodają ludziom skrzydeł.

*Odezwał się Kraków. Dewastacja przedwojennych kamienic trwa. Na Starowiślnej, rzut beretem od Wawelu, gdzie deweloper (znany również w Warszawie, ma knajpę na Szpitalnej, a pewnie też interesy reprywatyzacyjne) w ramach „remontu” wyburzał ściany w mieszkaniach opróżnionych z lokatorów, skuwał tynki, odcinał gaz, a wiele mieszkań korzysta właśnie z ogrzewania gazowego, wreszcie doprowadził kamienicę do stanu, w którym nie da się żyć. Znajomi, którzy przemieszkali w tym domu prawie całe życie, poinformowali, że zaraz po świętach wyprowadzają się. Trochę się cieszą, ale i trochę straszno. Wydział lokalowy zlitował się nad nimi i przyznał zamienne mieszkanie komunalne. Cieszę się razem z nimi, że koszmar, w jakim żyli przez ostatnie lata właśnie dobiega końca, że za kilka dni zamkną drzwi i zostawią cały ten syf, przez który nie sypiali po nocach i nie byli w stanie o niczym innym myśleć, tylko o biologicznym przetrwaniu. Że na stare lata będą musieli skupić się poznawaniu nowego terytorium i budowaniu nowego gniazdka. Z drugiej strony wściekłość mnie ogarnia, bo kolejni waleczni ludzie poddali się wszechwładnemu deweloperowi i musieli ustąpić mu pola.

*Po długiej przerwie nawiązała ze mną ponownie kontakt Chmielna 10a. Ostatni raz widzieliśmy się chyba rok temu, na pogrzebie pani Anny Policzkowskiej. To była bardzo dzielna kobieta. Całe życie prowadziła zakład elektromechaniczny, który odziedziczyła po dziadku i ojcu. Była jedynaczką i na jej barki spadł obowiązek kontynuowania rodzinnej, raczej męskiej tradycji. Do niedawna był to jedyny tego typu zakład w Śródmieściu Warszawy. Był. Blisko dwa lata temu zniknął z mapy warszawskich usług dla ludności. Próbował pomóc w ratowaniu zakładu Janek Śpiewak, włączyłam się też ja. Chodziło nie tylko o zakład, ale i o dom, który przejął mec. Jan Stachura dla swoich stałych klientów. Nie wyszło. Bardzo długo pani Ania trwała na posterunku i płaciła bandyckie haracze za najem warsztatu i mieszkania. Poddała się w 2017 roku. Zamknęła zakład. Ale jeszcze chciała coś zrobić z domem, w którym mieszkało kilkanaście rodzin. To właściwie tylko fragment wielkiej, trzyskrzydłowej przedwojennej kamienicy, która należała do bardzo zamożnej rodziny Glassów. Dwa skrzydła legły całkowicie w gruzach podczas Powstania Warszawskiego, trzecie, mocno uszkodzone, ocalało i zostało odbudowane przez mieszkańców, między innymi rodziców pani Ani. Wiemy, że Glassowie po wojnie zrzekli się roszczeń do wszystkich nieruchomości w Warszawie. Mamy to na piśmie. Umawiałyśmy się, że przyjadę na Chmielną i razem wypełnimy kwestionariusz do Komisji Patryka Jakiego. Nie zdążyłam. Pani Ania pozbawiona możliwości pracy, bez szans na płacenie wymaganego przez „nowych właścicieli” czynszu, bez perspektyw na bliższą i dalszą przyszłość, odeszła na zawsze. Pochowaliśmy ją w zeszłym roku na warszawskich Powązkach. Do dzisiaj nie ma w Komisji wniosku o zbadanie reprywatyzacji Chmielnej 10a. I nagle z życzeniami wesołych świąt zadzwonił pan Stanisław, dawny sąsiad pani Ani. Też się poddał i to chyba wkrótce po pogrzebie. Po konwencjonalnym „wesołego Alleluja” przyznał, że w zeszłym roku oddał klucze do swojego mieszkania. Miał dość. „Jestem zwykłym emerytem, nie żadnym nomenklaturowym, nie stać mnie na płacenie złodziejskiego czynszu” – usprawiedliwiał się. Nie chciał nic. Żadnego odszkodowania za opuszczenie mieszkania, żadnego lokalu zamiennego. Chciał uciec jak najdalej od żądań i roszczeń pełnomocników i następców prawnych wszelkiej maści. Zamieszkał niedaleko mnie, w sąsiedniej wsi, w domku, który w zamyśle miał być letniskowy. Niby rozumiem, że ludzie mają prawo mieć dość i uciekają gdzie pieprz rośnie, byle dalej od tych kreatur, które uwłaszczyły się na naszych domach. Tak to odbieram jedną półkulą swojego mózgu, a druga krzyczy – NIE WOLNO! To jest niesprawiedliwe! Mamy nową interpretację art. 678 kc. Ludzie, którzy serwowali nam podwyżki czynszów nie mieli do tego prawa. Nie byli stroną naszych umów i nie mieli prawa wyrzucać nas z domów. To nie my byliśmy intruzami w ich własności, lecz oni wdarli się do naszego życia ze swoimi roszczeniami. Wcale nie trzeba już spełniać ich żądań. I co ważniejsze: już nie trzeba się bać! Co zrobić, żeby ta prawda dotarła do wszystkich zreprywatyzowanych obywateli?

*Odezwał się też Paryż. Tam walka wciąż trwa! Na ulicach i u Davida, z którym jestem w stałym kontakcie od mniej więcej dwóch, trzech lat. David jest jednym ze spadkobierców rodziny Przeździeckich, tymczasem jego arystokratyczna rodzinka zagarnęła w całości spadek, jaki w sporej części należał się jemu i jego siostrze. Już dwa lata temu próbował zainteresować sprawą Komisję, ale nie znalazł zainteresowania. Wtedy zresztą nie znał jeszcze ani wartości dziedzictwa, ani jego składników. Powoli odkrywa je nadal. Spotkaliśmy się jesienią w Warszawie i próbowałam ustalić o co mu chodzi: czy o majątek, który w świetle polskiego prawa mu się nie należy, czy o sprawiedliwość. Bez chwili wahania odpowiedział, że chodzi mu tylko o elementarną sprawiedliwość. Opowiadał o mamie, która była malarką i klepała w Paryżu biedę i o stryju, również spadkobiercy fortuny Przeździeckich, zmarłym w Skandynawii w domu opieki. W jego mentalności nie może się pomieścić, że podczas gdy jego bliscy cierpieli skrajny niedostatek, dalsza rodzina kombinowała jak przejąć te dobra, które niegdyś należały do wspólnych przodków. To w hołdzie mamie i stryjowi podjął swoją walkę. Uwielbiam takich ludzi. Przed świętami David pojechał do Wrocławia (chyba z tłumaczem?), gdzie śmiertelnie wystraszył policjanta, opowiadając mu o przestępstwie, jakiego się wobec niego dopuszczono. Ale trafił na mądrego gościa, który udzielił mu dobrej rady. Czekam na dalszy ciąg i wierzę, że wreszcie komuś z Bardzo Ważnych Ludzi też będzie zależało na elementarnej sprawiedliwości.

*Z dobrych informacji świątecznych muszę odnotować deklarację Piotra Gozdowskiego, że przewidział koniec prac nad swoim filmem „Neoszmalcownictwo” na czerwiec. Swego czasu pokazywał nam na spotkaniu w „Offside” na Brzeskiej fragmenty. Wkrótce powinniśmy móc zobaczyć całość.

*Ponadto Łukasz Łozowski, administrator tego blogu, intensywnie pracuje nad interaktywną mapą, która przy Waszej pomocy ma szanse stać się prawdziwym raportem o warszawskiej reprywatyzacji. Będziecie mogli wprowadzać lub uzupełniać wiarygodne dane o kamienicy, w której mieszkacie/mieszkaliście i poszukać czy pod innymi adresami nie występują ci sami spadkobiercy, pełnomocnicy, czy zarządcy. Chcemy się dowiedzieć o sprawach sądowych, postępowaniach prokuratorskich, eksmisjach. Myślimy jak to zrobić, by nie łamać RODO i jak to wszystko zobrazować, żeby można było łatwo odszukać poszczególne dane. Mamy nadzieję, że będzie to nasze wspólne dzieło, obnażające prawdziwe oblicze reprywatyzacji, skalę tego niespotykanego w cywilizowanym świecie złodziejstwa i ogrom strat, jakie ponieśliśmy jako społeczeństwo.
Link do testowej wersji mapy: Mapa

*A ja planuję od tego tygodnia w każdy weekend przygotowywać Wam raporty o tym, co dzieje się na odcinku reprywatyzacyjnym. Zapraszam w imieniu organizatorów kolejnej manifestacji przed Sejm w czwartek o godz. 17.00. Będziemy domagać się ustawy reprywatyzacyjnej, bo to jedyny sposób, by zakończyć gehennę tysięcy ludzi i zastopować wszelkie roszczenia.
Link do wydarzenia: Dość wymówek! Domagamy się Ustawy Reprywatyzacyjnej!