Sycylijczyk w Poznaniu

W poniedziałek Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa zadecydował, że jeśli komuś należą się dwie trzecie kamienicy w Poznaniu, to Skarbowi Państwa. Brawo Sąd! Brawo Bożena! I brawa dla Prokuratorii Generalnej!

Niewiele brakowało, by wielka kamienica trafiła do pana Borello vel Porello, Sycylijczyka z Kalifornii, który prawdopodobnie nie ma pojęcia w jakiej części świata leży Poznań. Według jego polskich pełnomocników należy mu się warta wiele milionów kamienica, chociaż do końca nie ustalono czy potencjalny właściciel nazywa się Porello, czy raczej Borello, jak zostało zapisane w oficjalnym dokumencie powiernictwa, sporządzonym na wniosek obywatelki amerykańskiej, Melanii Krusze. Historia jest tak skomplikowana, jak we wszystkich prawie reprywatyzacyjnych sprawach i wymaga ogromnej determinacji, by zrozumieć kto naprawdę po kim i co dziedziczy.

Wielka kamienica w Poznaniu przy ul. 28 czerwca 1956 r. przed wojną miała kilku właścicieli. Jedną trzecią nieruchomości przejęła w 1991 r. Małgorzata P. na podstawie dawno wygasłego pełnomocnictwa. Najpierw pełniła w niej rolę zarządcy, a potem stała się właścicielką części. Na rozwiązanie tej zagadki przyjdzie jeszcze czas. Pozostałe 2/3 kamienicy należało przed wojną do Teofila i Bronisławy Bukowskich. Teofil Bukowski był dyrektorem banku i inwestował pieniądze w nieruchomości licytowane za długi bankowe. Tak nabył na pewno dwie kamienice: jedną w Poznaniu, o którą toczą się boje, a drugą w Warszawie, na Mokotowie, przy dawnej ulicy Szustra, dzisiaj Jarosława Dąbrowskiego.

Teofil i Bronisława Bukowscy nie mieli dzieci, ale Bronisława miała córkę z wcześniejszego małżeństwa, Jadwigę Krusze, która zgodnie z zachowanymi testamentami dziedziczyła cały majątek po matce i ojczymie. Jadwiga z kolei miała córkę Melanię, która urodziła się w 1910 r., większość życia spędziła za granicą i zmarła bezdzietnie w 2000 r. w domu opieki w Kalifornii. Przed śmiercią zdążyła utworzyć fundusz powierniczy i zapisała swoje aktywa na rzecz pana Borello, który był jej opiekunem, a on przejął dar zaraz po jej śmierci. Aż tu nagle, 15 lat później, okazuje się, że Melanii Krusze należało się, jako prawowitej spadkobierczyni, 2/3 kamienicy w Poznaniu. W ruch poszły kancelarie adwokackie, które reprezentowały interesy pana… Porello i próbowały udowodnić, że mu się należy spadek w Poznaniu. I pewnie by udowodniono, gdyby nie ogromne śledztwo, jakie przeprowadziła lokatorka poznańskiej kamienicy, która przeszperała księgi wieczyste, odnalazła nie tylko testamenty, ale i przyjaciół Jadwigi Krusze. To Bożena bojąc się bezdomności (właścicielka 1/3 kamienicy zdążyła już wygonić wszystkich sąsiadów, ostała się tylko ona) odkryła, że Teofil i Bronisława Bukowscy mieli jeszcze udziały w warszawskiej kamienicy, która jest dzisiaj własnością miasta stołecznego Warszawy. A skoro warszawska nieruchomość nie wchodziła w skład masy spadkowej należącej do Melanii Krusze, a tym samym nie przeszła na rzecz pana Borello/Porello, to jakim cudem on ma się stać większościowym współwłaścicielem kamienicy w Poznaniu?

To Bożena odkryła, że Bronisława Bukowska nigdy nie przeprowadziła postępowania spadkowego po swoim mężu, Teofilu, zmarłym w 1942 r. Nie przejęła spadku po matce i ojczymie także Jadwiga Krusze, ani jej córka, Melania. Bożena zawiadamiała wszystkich, kogo się dało, prokuratury, Komisję Weryfikacyjną (powołując się na warszawski adres), ratusze w Warszawie i Poznaniu. Doprowadziła do wszczęcia postępowania spadkowego począwszy od spadku po Teofilu Bukowskim. Do sprawy włączyła się Prokuratoria Generalna ponieważ alternatywą dla pana Borello/Porello był ewentualnie Skarb Państwa. Sprawa toczyła się około roku. Na ostatniej rozprawie byłyśmy z Bożeną załamane. Wszystkie wnioski radcy prawnego Prokuratorii zostały przez sędziego odrzucone. A domagał się on ustalenia ważnych faktów – po pierwsze: jak się nazywa spadkobierca Melanii Krusze, który powinien zostać przesłuchany choćby na odległość w obecności tłumacza przysięgłego, a po drugie: ustalenia czy Melania Krusze miała obywatelstwo polskie, co było o tyle istotne, że w grę wchodziły nieruchomości, które mogła przejąć wyłącznie osoba legitymująca się polskim obywatelstwem. W momencie zamykania przewodu sądowego miałyśmy jak najgorsze myśli.

W poniedziałek wszystko się wyjaśniło. Nie miało znaczenia czy spadkobierca Melanii Krusze nazywa się Borello czy Porello. Według prawa kalifornijskiego przejął majątek swojej podopiecznej, który ona mu powierzyła. I tylko tyle. Według polskiego prawa nie mógł dziedziczyć nieruchomości, która znajduje się na terenie RP. 2/3 kamienicy w Poznaniu zgodnie z prawem należy się Skarbowi Państwa!

– Wygraliśmy! – krzyczała podekscytowana Bożena na Ogrodowej, gdy wracałyśmy ze świętowania zwycięstwa kawą, szarlotką z bitą śmietaną i lodami. – To dzięki wam wygraliśmy!

– To ty wygrałaś – sprostowałam, bo ogrom pracy, jaką wykonała, budzi podziw. Faktycznie kilka osób w Warszawie kibicowało jej, podtrzymywało na duchu, podpowiadało gdzie jeszcze uderzyć, ale na dobrą sprawę udowodnienie, że żadnemu panu Borello/Porello nic się nie należy, to wyłącznie jej zasługa. To ona sprawiła, że do sprawy włączyła się Prokuratoria Generalna i zainicjowała postępowanie spadkowe w Warszawie, czyli w miejscu zgonu Teofila Bukowskiego, ale też przekonała radcę prawnego, który reprezentował interesy Skarbu Państwa, a także sąd, przed którym zeznawała jako świadek, że to jest czystej wody matactwo.

Wyrok nie jest prawomocny. Z zachowania pozostałych uczestników postępowania spadkowego po Teofilu Bukowskim można wnioskować, że będzie apelacja. Natomiast przedstawiciel Prokuratorii Generalnej przekonywał nas, że uzasadnienie wyroku jest tak logiczne i mocne, iż trudno będzie je obalić. Oby!

Jest jeszcze jedna ważna sprawa przy okazji tego wyroku, którą muszę się podzielić. Kiedy tak spierałyśmy się o to kto wygrał sprawę kamienicy w Poznaniu, my czy ona, Bożena zwróciła uwagę, że nigdy by jej się nie udało doprowadzić do tego finału, gdyby nie nasze wsparcie, gdybyśmy jej nie podpowiedzieli, gdzie ma złożyć dokumenty, gdybyśmy jej nie nakierowali na posła Lisieckiego, nie skierowali do Milanówka, gdzie zdobyła kolejne dowody świadczące o szarlatanerii pełnomocników Borello/Porello. „Bo tylko współpracując ze sobą mamy siłę” – zakończyła sentencjonalnie. I to musimy mieć stale na uwadze.