Zmowa milczenia

Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro zapowiedział nowe śledztwo w sprawie morderstwaJolanty Brzeskiej, której zwęglone zwłoki znaleziono 1 marca 2011 roku na skraju LasuKabackiego i do dziś nie znaleziono sprawców tej zbrodni. Będzie też drugie śledztwo,które ma ustalić, dlaczego nie znaleziono. Którzy konkretnie prokuratorzy i policjanci przezdwa lata, potrzebne do umorzenia dochodzenia, starannie zacierali ślady, jakie zawszezostawiają mordercy. Jest jeszcze 12 najbardziej skandalicznych zwrotów warszawskichnieruchomości, które Zbigniew Ziobro wysłał już do wrocławskiej prokuratury celemprocesowego rozpoznania. To jest bomba, która po cichutku od lat tykała w stolicy iwreszcie wybuchła.

„Wszystkich nas nie spalicie” – od ponad pięciu lat krzyczy warszawska ulica. Emeryci,usuwani ze swoich domów rodzinnych, idąc po rękę z młodymi anarchistami i skłotersaminiosą to hasło wypisane na transparentach podczas licznych manifestacji. Można jezobaczyć na ścianach wielu stołecznych budynków. Nad nim umieszczona jestcharakterystyczna główka kobiety w okularach, autorstwa młodej plastyczki, która prostąkreską idealnie oddała rysy twarzy Joli Brzeskiej, ikony ruchu lokatorskiego, powstałegooddolnie w obronie przed dziką reprywatyzacją.

W Krakowie aresztowano dwóch młodych ludzi, złapanych na gorącym uczynku, kiedykończyli malować mural z tym hasłem. Zarzut, jaki usłyszeli, brzmiał: przynależność dozorganizowanej grupy przestępczej. Dlaczego zorganizowanej? Oni przecież sami,wyłącznie z potrzeby serca, w jedyny dostępny sposób upominali się o sprawiedliwość dlaJolanty Brzeskiej. W odpowiedzi usłyszeli, że takie same napisy znaleźć można na ścianachdomów w Łodzi, Poznaniu, Gdańsku, więc to musi być zorganizowana działalność, a żemazanie sprayami po tynkach jest czynem karalnym, dlatego przestępcza.

Upiorny chichot komuny

Warszawa jest specyficzna, tu działał dekret Bieruta, tłumaczyły latami władze stolicy,usprawiedliwiając oddawanie spekulantom, handlarzom roszczeń i kuratorom ponadstuletnich staruszków nieruchomości warte miliony złotych. Nieruchomości, które w 1939roku były zadłużone od piwnic po dachy, a w 1945. ich wartość równała się cenie kupygruzu. Podczas Powstania Warszawskiego 80 proc. miasta uległo doszczętnemuzniszczeniu, a przez następnie ćwierć wieku cały naród odbudowywał swoją stolicę. DekretBieruta był konieczny, żeby podnieść miasto z ruin.

Podobne decyzje o nacjonalizacji gruntów miejskich były zmuszone podjąć w 1945 rokuwładze Rotterdamu, doszczętnie zniszczonego podczas nalotu dywanowego bombowcówLuftwaffe. Nikt jednak w Rotterdamie nie ma potrzeby naprawiania krzywd wyrządzonychprzedwojennym kamienicznikom podczas odbudowy ich domów. Kwestie wszelkichroszczeń zostały dawno rozwiązane, rozliczone, a należne odszkodowania wypłacone.Wszystkie kraje postkomunistyczne mają już za sobą uregulowanie kwestii roszczeń. NawetRumunię było na to stać. Tylko Polska, podziwiana przez cały świat za swój wkład wuwalnianie Europy wschodniej od komunizmu, kurczowo trzyma się dekretu Bieruta, którywciąż w niezmienionej formie obowiązuje w Warszawie. Brzmi to jak upiorny żart, ale tenupiór żyje bytem całkiem realnym i sieje spustoszenie.

Wszystkie zwroty nieruchomości w Warszawie odbywają się według prostego schematu. Wystarczy przed sądem administracyjnym przedstawić decyzję Rady Narodowej z lat 40. lub 50., w której organ państwowy odmówił przedwojennemu właścicielowi nieruchomościprawa do wieczystej dzierżawy. Sąd stwierdza nieważność tamtej decyzji i już można udaćsię do biura dyrektora Bajko z żądaniem wydania nieruchomości. Tysiące tych żądań zalegabiurka zastępców pana dyrektora. Plotka głosi, że kupki są dwie. Na jedną urzędnicyodkładają podania prawowitych spadkobierców, i ta rośnie wciąż w górę, oraz druga, sprawzałatwianych od ręki, przyniesionych przez wyspecjalizowane w odzyskiwaniunieruchomości kancelarie prawnicze. To, czego przez 20 lat nie są w stanie odzyskaćspadkobiercy przedwojennych właścicieli, panowie Nowaczyk i Stachura, czy spółki typuFeniks przejmują w pół roku.

Dekret Bieruta bis

Jolanta Brzeska, najtragiczniejsza ofiara reprywatyzacji, zgromadziła przez pięć ostatnichlat swojego życia ogromną wiedzę na temat legalności procederu oddawania domów wraz zmieszkającymi w nich ludźmi w prywatne ręce. Była bardzo dociekliwa i skrupulatna. W2008 roku po przeczytaniu w gazecie wywiadu z Marcinem Dziurdą, ówczesnym prezesemProkuratorii Generalnej Skarbu Państwa, udała się do tej placówki z mnóstwem pytań natemat reprywatyzacji. Niestety, nikt z nią nie chciał rozmawiać. Dowiedziała się tylko, żeProkuratoria podlega bezpośrednio ministrowi Skarbu Państwa i działa wyłącznie na jegopolecenie. Na spotkaniu w Warszawskim Stowarzyszeniu Lokatorów rozgorzała dyskusja.Co robić, widząc, że Skarb Państwa jest okradany? Przecież wiedziała, że kamienica, wktórej mieszkała całe życie, po wojnie miała tylko jedną ścianę. Niemiecka bomba nieoszczędziła nawet piwnic. To jej rodzice i rodzice jej koleżanek z podwórka cegła po cegleodbudowali ten dom, a po 60 latach, zjawił się facet z pytaniem: „Jak się państwu mieszkaw moim mieszkaniu?” Nie był spadkobiercą. Kilka dni później znalazła go na KrakowskimPrzedmieściu 35, w kamienicy, którą odzyskał i właśnie wyrzucał mieszkańców ze„swojego” domu. Potem zgłosili się do Stowarzyszenia lokatorzy z Dahlberga 5, zOtwockiej, z Hożej, ofiary tego samego gościa. Ustalili, że Jola napisze pismo do ministraSkarbu, Aleksandra Grada z prośbą o interwencję. Rok trwała korespondencja.Jednostronna. Nigdy minister nie odpowiedział, nawet wtedy, gdy w desperacji Jolanapisała do ministra MSWiA, Grzegorza Schetyny, zapytanie w jakim terminie ministerGrad jest zobowiązany odpowiedzieć na pismo organizacji non profit, a odpowiedźdołączyła do kolejnego ponaglenia.

Rok później Brzeska wiedziała już o umowach indemnizacyjnych, które wybuchły nagledopiero kilka miesięcy temu, w związku z reprywatyzacją najdroższej polskiej działki, naPlacu Defilad. Siedem lat temu Jola pomagała młodym ludziom, którzy na rządowychstronach amerykańskich znaleźli informację, że był taki tajny układ między Polską i USA,na mocy którego PRL wypłaciła amerykańskiemu rządowi 40 mln dolarów w 20 ratachcelem zaspokojenia roszczeń obywateli amerykańskich do majątków pozostawionych wPolsce. Razem redagowali pisma do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tym razemodpowiedzi przychodziły. „Ministerstwo nie posiada żadnych informacji w interesującymPaństwa temacie”. To brzmi bardzo podobnie do dzisiejszych tłumaczeń Ratusza, który niemiał dokumentów z Ministerstwa Skarbu, nic nie wiedział o indemnizacji (przecież nie byłaogłoszona w Dzienniku Ustaw) i był zmuszony za 3 800 zł miesięcznie zatrudnićspecjalnego człowieka do udowodnienia, że Duńczycy są jednak Polakami.

Tajemnicą poliszynela było od wielu lat, że lokatorzy reprywatyzowanych kamienicdoskonale nadają się na zasłonę dymną dla dużo bardziej intratnego interesu, jakim sąodszkodowania za „bezprawnie” sprzedane przez gminy mieszkań. Tych mieszkań, które mieszkańcy kupili za grosze, korzystając z licznych upustów, a dziś miasto wypłaca za nieodszkodowania według obecnych stawek rynkowych. 100 procent wartości. O tym Jola teżwiedziała, tylko nie miała żadnych dowodów. Do dziś wypłacono ponad miliard dwieściemilionów złotych odszkodowań nie za to, że komuś odmówiono zwrotu nieruchomości, alewłaśnie za te sprzedane wcześniej mieszkania. I nie dostali tych pieniędzy spadkobiercy,tylko następcy prawni przedwojennych właścicieli, różni pełnomocnicy, pełnomocnicypełnomocników, kuratorzy i kupcy roszczeń. Dopiero w tym roku rozpatrując sprawę MarkaM., który kupił roszczenia do kamienicy w Śródmieściu od starszej pani za 50 złotych, a poroku zażądał od miasta odszkodowania ponad 5 milionów za zyski, jakie utracił z tytułuużytkowania „jego” własności, sędzia Sądu Najwyższego zapytał zdziwiony: „A jakie stratyten pan poniósł w wyniku dekretu Bieruta?”

Reprywatyzacja, jaka w sposób niekontrolowany odbywa się od lat we wszystkich dużychmiastach Polski nie dotyczy wyłącznie lokatorów brutalnie traktowanych przez czyścicielikamienic. Pora sobie uzmysłowić, że ofiarami jesteśmy wszyscy. Koszty reprywatyzacji wWarszawie to nie jest tylko ten miliard dwieście milionów. Majątek tej wartości zagarnąłsam Marek M. (jako postawiony w stan oskarżenia ma prawo do ochrony swego nazwiska),uwłaszczając się na około stu nieruchomościach w dobrych punktach stolicy. To był naszwspólny majątek, który powierzyliśmy włodarzom Ratusza w zarząd, a oni go roztrwonili inie zamierzają się tłumaczyć. Zrzucają winę to na Ministerstwo Skarbu, to na Jakuba R., tona Kaczyńskiego, że go zatrudnił, a na dodatek oddał kamienicę mężowi GronkiewiczWaltz. Byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie tragedie tysięcy rodzin, wygonionych zeswoich domów rodzinnych na bruk.


Brak ograniczenia czasowego co do stwierdzenia nieważności decyzji wydanej z rażącym naruszeniem prawa.

Sygn. akt  P 46/13

WYROK
W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Warszawa, dnia 12 maja 2015 r.
Trybunał Konstytucyjny w składzie:

Wojciech Hermeliński – przewodniczący
Stanisław Rymar
Piotr Tuleja – sprawozdawca
Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz
Andrzej Wróbel,

                protokolant: Grażyna Szałygo,

po rozpoznaniu, z udziałem sądu przedstawiającego pytanie prawne oraz Sejmu i Prokuratora Generalnego, na rozprawie w dniu 12 maja 2015 r., pytania prawnego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie:

czy art. 156 § 2 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2013 r. poz. 267, ze zm.) w zakresie, w jakim z uwagi na znaczny upływ czasu od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji, na podstawie której strona nabyła prawo lub ekspektatywę prawa, nie wyłącza dopuszczalności stwierdzenia jej nieważności z przyczyny określonej w art. 156 § 1 pkt 2 ustawy – Kodeks postępowania administracyjnego, jest zgodny z art. 2 Konstytucji oraz art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (Dz. U. z 1995 r. Nr 36, poz. 175, ze zm.),

o r z e k a:

Art. 156 § 2 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2013 r. poz.267, ze zm.) w zakresie, w jakim nie wyłącza dopuszczalności stwierdzenia nieważności decyzji wydanej z rażącym naruszeniem prawa, gdy od wydania decyzji nastąpił znaczny upływ czasu, a decyzja była podstawą nabycia prawa lub ekspektatywy, jest niezgodny z art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Ponadto p o s t a n a w i a:

na podstawie art. 39 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 1 sierpnia 1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym (Dz. U. Nr 102, poz. 643, z 2000 r. Nr 48, poz. 552 i Nr 53, poz. 638, z 2001 r. Nr 98, poz. 1070, z 2005 r. Nr 169, poz. 1417, z 2009 r. Nr 56, poz. 459 i Nr 178, poz. 1375, z 2010 r. Nr 182, poz. 1228 i Nr 197, poz. 1307 oraz z 2011 r. Nr 112, poz. 654) umorzyć postępowanie w pozostałym zakresie.

Wojciech Hermeliński
Stanisław Rymar
Piotr Tuleja
Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz
Andrzej Wróbel



Mówiąc językiem zrozumiałym dla dyletantów prawniczych: cofanie decyzjiadministracyjnych sprzed 70 lat, nawet decyzji głupich i krzywdzących, jest w sprzecznościz cywilizowanym prawem i narusza konstytucję RP. Przez te wszystkie lata zaszłynieodwracalne zmiany w statusie prawnym oddawanych nieruchomości, one same teżuległy przeobrażeniom. Ubiegłoroczny, opublikowany w Dzienniku Ustaw wyrok TK mówito, czego władze Warszawy nie chcą usłyszeć. WSZYSTKIE decyzje o zwrocie w naturzenieruchomości były niezgodne z Konstytucją i z prawem obowiązującym w UniiEuropejskiej. Można do tego dodać, że nie miały nic wspólnego z naprawianiem krzywdwyrządzonych przez komunistów przedwojennym kamienicznikom. Wygenerowałynatomiast ogromną armię ludzi pokrzywdzonych przez spekulantów, którzy wchodząc wbuty spadkobierców z całą stanowczością domagają się respektowania ich prawa dodysponowania świeżo zdobytą własnością.

Nie pamiętam czy ten tekst był gdzieś drukowany. Chyba nigdzie go nie wysłałam. Cośmusiało mi przeszkodzić. Pewnie zostałam zmuszona do skupienia uwagi na obronieswojego leśnego domku przed zakusami arystokratów, a potem zapomniałam o sprawie.Myślę jednak, że to ważny tekst, który mówi o krętactwie prawników wszelkiej maści,którzy dwoili się i troili, by grupka oszustów mogła zarobić miliardy.

O ile się nie mylę, to właśnie na tym wyroku Trybunału Konstytucyjnego bazowałaKomisja Patryka Jakiego, wydając dzisiaj decyzję unieważniającą reprywatyzację Złotej 62.Nie może być dwóch całkowicie sprzecznych decyzji administracyjnych, dotyczącychjednej (prawie doszczętnie zburzonej w czasie wojny) kamienicy.